Życie w oceanie cz. 1

„Na skałach oceanowych postawiłeś mię Panie. abym przypomniał wiekowe dzieje Ducha mego; a jam się nagle uczuł w przeszłości Nieśmiertelnym Synem Bożym, stwórcą widzialności i jednym z tych, którzy Ci dobrowolną miłość oddają na złotych słońc i gwiazd girlandach”.

Słowami tymi rozpoczyna Juliusz Słowacki jeden z najpiękniejszych swych poematów, poemat przyrody, w który zamknąć pragnie rozwiązanie zagadki powstania świata istot żywych i ich rozwoju. A uderzony mnogością i różnorodnością kształtów, które z lekkomyślnością bogacza rozrzuca morze i pozostawia na brzegu, po każdym odpływie na wymarcie skazując, szuka zaczątków i pierwocin życia w sinych odmętach morza, żądając odeń odpowiedzi i wyjaśnienia, jak »w łonie jego odbywały się pierwsze tajemnice organizmu«.

wywóz odpadów poremontowych

I nie była to tylko intuicja wieszcza, która zwróciła myśl poety ulatującą w zamierzchłą przeszłość ku tym przestworzom wodnym tak tajemniczym i z taką ponurą powagą milczenia ziemię zalegającym; przypuszczenia ludzkie ilekroć zdążały ku zagadnieniu powstania życia, zawsze kierowały się ku morzu i do dziś dnia uważamy zbiorowiska wody za kolebkę życia, za ośrodek, w którym warunki dla powstania życia są najdogodniejsze i najodpowiedniejsze. Bo, chociaż przy pobieżnym rzucie oka, gdy patrzymy na morze ze statku, wydaje się nam ono puste i bezludne, tak, że Homer dodaje mu określenie »jałowe«, to jednak jedno zarzucenie sieci, jedno zaczerpnięcie wody przekonuje nas o błędzie i poucza o czymś zupełnie przeciwnym. I przypomnijmy sobie te olbrzymie masy ryb, jakie ludy nadmorskie dzień w dzień od dawien dawna z łona jego dobywają i na targi miejskie przywożą, przypomnijmy sobie te na miliony milionów liczące się masy śledzi, tłoczące się w pewnych porach roku ku wybrzeżom, te całe legiony drobniejszych i większych zwierząt z różnych grup pędzone nieznanym nam impulsem i do wędrówek masowych zmuszone — to wszystko świadczy, że fale morskie dają schronisko tak wielkiej ilości zwierząt i roślin, że ta o wiele przewyższa bujność życia na lądzie stałym. A chociaż myśl o tylu ofiarach ludzkich, które morze pochłonęło i nienasycone ciągle pochłania, wywołuje w nas wrażenie czegoś złowrogiego życiu i niegościnnego, to już z góry powiedzieć musimy, że daleko niegościnniejszą jest ziemia z piaszczystymi, spalonymi od słońca, pustyniami, z lodową powłoką pokrytymi obszarami, gdzie jakiekolwiek życie jest niemożliwe.

wywóz odpadów poremontowych

Takich krain morze nie posiada; od północnego bieguna aż do Antypodów, wzdłuż i wszerz, na powierzchni i w głębokości niedostępnej na pozór dla ciekawego oka ludzkiego, wszędzie tam życie istnieje i rozwija się, dochodząc nieraz pod względem gęstości zaludnienia wartości nie osiężonej na lądzie.

Ale wiadomości te — to zdobycz dopiero niedawnych, a można powiedzieć dzisiejszych czasów.